Sztuka inwestowania w okresie bessy.

Nadszedł czas sprzyjający dla inwestorów. Na giełdzie królują głównie wzrosty, gospodarka nie jest w najgorszej kondycji, no i do tego wszystkiego niedawny debiut akcji GPW na warszawskim parkiecie, który przyćmił niewątpliwie debiut kilku innych spółek, zapowiadających się na tegoroczne szlagiery wśród debiutantów. Cóż więc innego pozostaje, kupować, kupować i jeszcze raz kupować. Okres wzrostów jest niewątpliwie czasem gdzie inwestycje się opłacają.

Co zatem z okresem poprzednich dwóch lat. Mieliśmy bessę. Gdy wskaźniki giełdowe oraz ceny towarów notowanych na giełdzie utrzymują w dłuższym okresie tempo spadkowe mówimy o tzw. rynku niedźwiedzia. Czy warto wtedy inwestować? Przez ostatnie dwa lata rządził na większości światowych rynków właśnie niedźwiedź. Nie jeden inwestor a i przeciętny Kowalski przekonał się na własnej skórze o jego możliwościach. Większa część portfeli zubożała, a nawet dobrze zdywersyfikowane pakiety inwestycyjne nie poradziły sobie ze spadkami i zanotowały globalne obniżenie efektywności.

W warunkach rynku prawie doskonałego, gdzie pozbawieni jesteśmy regulacji ceną towaru, w naszym przypadku papierów wartościowych, wyznaczana jest poprzez grę popytu z podażą. Wyobraźmy sobie, iż ceny papierów lecą na łeb na szyję. Co robi każdy inwestor? Chce jak najszybciej pozbyć się niezarabiających papierów. Tworzy się duża podaż. Zgodnie z fundamentalnym prawem ekonomicznym wzrost podaży powoduje spadek ceny. Inwestorzy konkurują między sobą o sprzedaż jak największej ilości papieru, obniżają ich ceny. I tak w kółko. Spirala spadków się nakręca niemalże samoistnie. Efekt tłumu dopełnia reszty a ekrany z notowaniami nabierają iście soczystej czerwieni.

Nie wszystko jednak stracone. Jeśli jesteśmy inni aniżeli reszta możemy na bessie zarobić. Nie powielanie masowych zachowań może niekiedy wyjść nam na dobre. A więc w jaki sposób można zarobić gdy parkietem rządzi niedźwiedź. A no wyobrażamy sobie że ten niedźwiedź wcale nie jest taki straszny. Przygotowujemy odpowiedni plan de facto strategie inwestycyjną, która obligatoryjnie musi posiadać kilka wariantów/schematów działania na wypadek zaistnienia różnych scenariuszów. Mamy kilka wyjść. Możemy przetrzymać bessę lub wyzbyć się papierów w okresie gdy na parkiet nieśmiało zagląda nasz przerażający niedźwiadek. Czyli obieramy strategię długookresową lub bystrzachy analityka technicznego. Ci ostatni ponoć dokładnie są wstanie przewidzieć kiedy nastąpi trend spadkowy. Możemy pobawić się również w tzw. sprzedaż krótką akcji. Jest to jeden ze sposobów zarabiania na spadkowych trendach akcji, dostępna niestety na szerszą skalę jedynie na dobrze rozwiniętych parkietach. Proces polega na swoistym pożyczeniu od innego inwestora papieru wartościowego, jego sprzedaży jeszcze innemu, w wyniku spadku ceny odkupienie papieru po niższej cenie i oddaniu go pożyczającemu inwestorowi.

Jest jeszcze jeden sposób, który w mojej ocenie wydaje się najskuteczniejszym. Życie pokazało nam, iż na kilku spółkach w okresie ostatnich dwóch lat można było jednak zarobić. Były to raczej niewielkie spółki z różnych branż. W okresie poprzedzającym bessę warto się czasami takim właśnie spółką bliżej przyjrzeć. W wyborze konkretnej należy jednak ostrożnie dobrać narzędzia analityczne, odpowiednio sprecyzować strategię i przede wszystkim zachować spokój. Na giełdzie można bowiem dużo zarobić, ale i wiele stracić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *