Jak nie popełnić faux pas „napiwkowego”

Dawać napiwki czy też nie dawać napiwków- to odwieczne pytanie każdego kto wybiera się w zagraniczną podróż, choć jak się okazuję- także „system” napiwków w Polsce nie jest do końca jasny.

Aby się o tym przekonać, postanowiłam udać się do jednej z tzw. „sieciówek” oferujących pizzę. Zostawiłam zaokrągloną sumę za posiłek i o dziwo dostałam zwrot pieniędzy. Pierwsze co przyszło mi na myśl- widocznie napiwek był za mały i dlatego został zwrócony. Jednakże kelner oświadczył mi wprost, że nie może przyjąć ani grosza napiwku bo tak jest w regulaminie restauracji. Dziwne pomyślałam, ale jak nie można, to nie można. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się sprawie napiwków i moje internetowe poszukiwania zaprowadziły mnie do wielu nie tyle ciekawych, co przydatnych informacji. Tak narodził się artykuł, który myślę pomoże uniknąć kulturowo- finansowego faux- pas w zagranicznych voyag’ach.

Okazuję się, że w niektórych krajach napiwki mogą stać się kością niezgody między pracodawcą a pracownikami. Pozostając w „sieciówkach”- tym razem z branży kawowej, mój wzrok przykuł artykuł o odszkodowaniu za „zabrane” pracownikom napiwki. Firma popularnej kawy musiała wypłacić ponad 100 milionów pracownikom za to, że musieli oddawać część legalnie zarobionych przez siebie napiwków dla kadry „sieciówki”. Wyrok nie zdziwił mnie za bardzo, wręcz pomyślałam, że jest całkowicie słuszny. Napiwek to w końcu nic innego jak wyrażenie przez klienta zadowolenia z poziomu świadczonych usług, miłej i sprawnej obsługi. Z jakiej więc racji, kelner ma zwracać bonus za swoje „fachowe” zachowanie i to jeszcze kadrze, która i tak zarabia krocie więcej na własnej robocie…?

Na tym jednak nie skończyło się moje „drążenie” tematu, chciałam dowiedzieć się raz na zawsze ile napiwku powinnam dać, aby nie być uznana za skąpca ani też nadmiernie nie przepłacić bo przecież każdy grosz jest na „wagę złota”.

Okazało się, że za standardową kwotę napiwku przyjmuję się średnio: 5 – 25 % od wartości widniejącej na rachunku. Zależne jest to oczywiście od zasobności naszych portfeli i standardu restauracji, a także kraju, w którym przyjdzie nam spożywać „wytworny” posiłek.

Wybierając się jednak do krajów azjatyckich (Chin, Japonii czy Korei Północnej), jak też krajów z panującą religią islamską (Izrael) możemy raz na zawsze zapomnieć o napiwkach, wręcz nawet musimy. Napiwki w tych krajach traktowane są jako obraźliwe, nieetyczne, kojarzone z łapówkarstwem oraz brakiem poszanowania dla panującej w tych krajach religii.

Całkowitym przeciwieństwem są Stany Zjednoczone- tam zwyczajowo przyjętą normą jest zostawianie obsłudze niemałych zresztą napiwków- w wysokości co najmniej 15% od kwoty znajdującej się na rachunku.

Jednakże zdarzają się też kraje tuszujące sprawę napiwków pod nośnym hasłem: „serwis”.

To właśnie we Francji, Turcji czy Norwegii napotkać się możemy z odgórnie „doliczonym” napiwkiem do naszego rachunku. Nie musimy już zatem sami obliczać kwoty napiwku- jest ona z góry wymuszona, co także nie wydaję się „dobrym” rozwiązaniem.

Przyjrzeć się dokładniej „obyczajom napiwkowym” panującym na świecie jest trudno. Jak mawiają: „ Co kraj, to obyczaj”. Stąd zanim wybierzemy się na podbój zagranicznych restauracji, lepiej zajrzyjmy wcześniej do jednego z turystycznych przewodników, a z pewnością zaoszczędzimy sobie niemiłych komentarzy pod naszym adresem po opuszczeniu lokalu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *