Podatki są fajne?

Obniżanie podatków jest działaniem wspierającym egoistyczny indywidualizm, a ich podnoszenie pomaga tworzyć wspólnotę*. – Tak zaczyna się artykuł Pani Kingi Dunin, zamieszczony na portalu Wyborcza.pl. Dalej czytamy w artykule, że podatki są fajne. Ich płacenie pozwala na zwiększenie poczucia wspólnoty, w której żyjemy. Przynależność do wspólnoty, w tym przypadku narodu polskiego, pozwala na zaspokojenie potrzeb bezpieczeństwa, przynależności, zachowania poczucia pozytywnych wartości. Wreszcie płacenie podatków jest działaniem prospołecznym i pożądanym.

Pani Dunin jest socjologiem, ja ekonomistką. Niniejszy artykuł to nie próba konfrontacji światopoglądowej, a chwilowa refleksja nad aktualnym stanem rzeczy. Autorka jest za podatkami, traktując je jako działania prospołeczne, wspomagające tworzenie sprawiedliwej wspólnoty. Może zostanę posądzona o szaleństwo lub niestabilność emocjonalną, ale po części zgodzę się z postulatami autorki. Jeśli dorzucę do tego własne-prywatne i całkiem subiektywne przekonania (bliżej mi do linearyzmu niż kolektywizmu) moje przekonania wydają się tym bardziej absurdalne.

Parafrazując słynne zdanie – Nie ważne co kraj może zrobić dla ciebie, ważne co Ty możesz zrobić dla kraju – płacenie podatków można byłoby uznać za słuszne. Trochę zapominamy, że kraj to nasze wspólne dobro. Każdy przekonany jest, że kraj jest mu coś winien. Płacimy podatki, więc wymagamy, aby wszyscy urzędnicy, służba zdrowia, aparat państwowy był na nasze usługi. Trochę to egoistyczne –prawda. Nigdy specjalnie nie zastanawiałam się nad ideą płacenia podatków w aspekcie socjologicznym tudzież psychologicznej potrzeby przynależenia do wspólnoty. W codzienności, gdy przychodzi czas oddania części moich dochodów na rzecz budżetu lub ubezpieczenia, jakoś nie mam poczucia, iż robię coś wyniosłego dla Polski, dla dobra wspólnotowego, lepszego jutra moich nienarodzonych dzieci. Płacę, bo musze, bo jak nie zapłacę przyjdzie komornik, wstyd przed sąsiadami – ot czyste indywidualne przeświadczenie o podatkach. Jeśli jednak głębiej się nad tym zastanowić, to rzeczywiście dzięki podatkom budujemy wspólna lepszą przyszłość.

Uff w tym momencie dochodzi do głosu rozsądek. Zgodzę się podatki są potrzebne, pod pewnymi aspektami i fajne. Nie popadajmy jednak w skrajność, tu nie o podatki się rozchodzi, a formę ich poboru, skalę oraz wysokość, która nie oszukujmy się – nie jest adekwatna do jakości świadczeń, wspólnych dóbr jakie powinny dzięki nim być zapewnione obywatelom. Nie potrzebuje zamieszczać zdjęć stanu dróg w Polsce, udawać się z ukrytą kamera do lekarza, żeby potwierdzić ich niską jakość. Wystarczy przejrzeć demotywatory, aby określić skalę zjawiska nieadekwatności.  Diagnoza jest jedna brak odpowiedniego sprzężenia zwrotnego na drodze płacę podatki – oczekuje przyzwoitego traktowania. Nie jesteśmy też w czasach odbudowy powojennej lub kryzysu, aby godzić się na chwilowe niedogodności w imię wyższych celów. Coś szwankuje na drodze podatnik-płacenie podatków-rząd-wydatki na społeczeństwo. Podatki są dobre, ale nie w wysokości jaką mamy obecnie. Poczucie działania prospołecznego można mieć przy oddawaniu 1 %  przy rozliczeniu rocznym, nie przy ubezpieczeniu emerytalnym, które nie zapewni mi godziwej starości.

Osobiście, jeżeli miałabym wybierać między tradycyjnym katolickim państwem, a kapitalistyczną pustynią, bez opcji wypośrodkowania którejkolwiek z nacji, wybór dla ekonomisty winien być  prosty. To co do zaoferowania ma ówczesna rzeczywistość daleko odbiega od mojego dziecinnego wyobrażenia wolnego narodu. Protekcjonizm najsłynniejszego obecnie księdza w Polsce, czy walka o byt w bezdusznej machinie kapitalizmu? Skazanie na złośliwe spojrzenia i uwagi ze strony moherowego światka, czy pogardliwe i litościwe uwagi ze strony rekinów finansjery, którzy czują się jak ryba w oceanie zwany współczesnym kapitalizmem? Skrajnie różne ideologie. Jeśli jedna strona medalu, byłaby w rzeczywistości ideologią Robin Hooda, jak to ma w zwyczaju sama się nazywać, wybór byłby oczywisty. Druga strona oferuje pozorną tylko wolność. Cóż, brak i czasu, i energii by walczyć z mechanizmem, mentalnością, własnym subiektywizmem. Nie mam też propozycji alternatywy dla obydwu skrajności. Nie jestem altruistą, polityka mnie zwyczajnie wkurza, z lenistwa nie zastanawiam się dużej nad ideologią działania. Zbliża się 10-ty- idę zrobić przelew do ZUS-u w imię dobra wspólnego, zrobię coś wyniosłego dla Polski, poczuje się aktywistką prospołeczną ;-).

Źródło: cytat i cały artykuł można przeczytać na http://wyborcza.pl/1,76842,3942624.html.

3 comments

  1. Bardzo ciekawe spojrzenie zarówno Twoje, jak i Pani Dunin. Z mojego punktu widzenia podatki nie są problemem samym w sobie, natomiast ich wysokość już tak. W innych krajach przecież także płaci się podatki, ale wydaje mi się, że pieniądze które trafiają z potrfeli do budżetu są tam lepiej wydatkowane. Może kiedyś i w Polsce tego samego dożyjemy.
    Pozdrawiam.

  2. Jak mawiał Benjamin Franklin „Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki”. Słowa te trafnie uzupełnił Terry Pratchett. Wybitny pisarz powieści fantasy dodał, że „podatki są gorsze, bo śmierć przynajmniej nie trafia się człowiekowi co roku.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *