Jan Cipiur: Spadki na giełdach – media chrzanią, trzeba zabrać głos

W gazetach i radiowo-telewizyjnych wiadomościach lament i larum, ponieważ indeksy giełdowe obrazujące ruch cen akcji spadły lotem nurkowym. Kreślony jest obraz bliski apokalipsy. Dyżurni mądrale i dziennikarze chrzanią jak najęci, a na koniec wieszczą nadejście kolejnego światowego kryzysu. Mało kto z krajowych komentatorów poznał bebechy gospodarki i finansów, więc zamęt w głowach obywateli coraz większy.

Co się stało takiego, że na bardzo wielu giełdach papierów wartościowych podaż akcji nie napotkała w pierwszym tygodniu sierpnia 2011 roku popytu i kursy spadły, tak jak nikną w oczach ceny kopru, gdy kończą się ogórki do kwaszenia? Odpowiedź będzie zwięzła, bowiem nie da się opisać na jednej stronie, czy góra dwóch zawiłości współczesnego systemu gospodarczego.

Wraz z kompromisem zadłużeniowym w USA skończyło się zainteresowanie polskich mediów sprawą pułapu długu publicznego za Atlantykiem i to jest podstawowy błąd. Po globalnym rynku krążą niewyobrażalne sumy pustego pieniądza szukającego zajęcia. Są to kwoty oszałamiające. Firma doradcza McKinsey szacuje, że globalny dług wynosi obecnie 158 bilionów (po angielsku trylionów), czyli 158 000 miliardów dolarów. W 2010 roku skomasowany dług światowy urósł o 3 procenty. Na szczęście globalny produkt brutto wzrósł w tym czasie o 3,8 proc., więc sytuacja się nie pogarsza. Są to bowiem pieniądze, które nie mają pokrycia w tzw. aktywach, a po ludzku pisząc – w majątku wytworzonym przez ludność Ziemi w przeszłości i w produktach oraz usługach wytwarzanych i świadczonych na bieżąco. Dług ten powstał i narasta w wyniku wiary, że nowy, jeszcze gorący pieniądz opuszczający tysiącami ton dziennie państwowe drukarnie może ukryć stare grzechy.

W przypadku państw rosnące deficyty budżetowe mają przysłonić błędy i zaniechania w dotychczasowej polityce (w Polsce wśród dziesiątków przykładów m.in. tolerowanie nieudolności legislacyjnej i skandalicznego działania sądownictwa, co jest najsilniejszym obecnie hamulcem wzrostu gospodarczego). W przypadku biznesu nowy dług dodany do starego ma przykrywać koszmarne niekiedy błędy inwestycyjne. Wystarczy przypomnieć cykliczne kryzysy na rynkach nieruchomości pudrowane bez umiaru z użyciem tzw. instrumentów finansowych, w których łączy się w jednej paczce praktycznie bezwartościowe (śmieciowe) oraz całkiem porządne tytuły własności i puszcza ten wynalazek (tu CDO – collateralised debt obligation, czyli zabezpieczone zobowiązania dłużne) w obieg, kusząc naiwnych. Takie z grubsza były przyczyny kryzysu finansowego sprzed paru lat.
Te zwały dłużnego pieniądza błyskawicznie przemieszczają się po świecie w poszukiwaniu jakiegoś w miarę bezpiecznego miejsca zarobku. Raz są to akcje, raz obligacje (czyli długi) państw i/lub przedsiębiorstw, bardzo często waluty, a także surowce mineralne, kruszce, od niedawna – towary rolne, lecz najczęściej wszystkie te produkty z finansowej galerii handlowej naraz. W niepewnych czasach ruch narasta. Pieniądz śmiga z miejsca na miejsce, niczym nocni motocykliści na warszawskich arteriach, bowiem tuzy i pionki świata finansów nie są tak mądrzy jak się maluczkim wydaje. Wiedzą jak działa mechanizm, ale nie umieją nim sterować i nie mają pojęcia jak się zachowa w całkiem niedalekiej przyszłości. Im strach zagląda w oczy znacznie częściej niż zwykłym zjadaczom chleba, stąd nerwy i ciągłe przerzuty kasy z miejsca na miejsce.

Szalonych ryzykantów jest w City, na Wall Street, we Frankfurcie, Tokio, czy Hongkongu – światowych centrach finansowych bardzo mało. W cenie jest stabilny i pewny zarobek. Największym zaufaniem świata – co by się tam nie działo – nadal cieszy się Ameryka i jej obligacje skarbowe. Gdy prezydent Obama walczył z Republikanami o zgodę na podniesienie jak najwyżej pułapu dozwolonego zadłużenia państwa amerykańskiego, rozum podpowiadał, że strony dojdą do porozumienia, ale w podświadomości ujawniały się myśli, że zawsze kiedyś musi się przecież zdarzyć ten pierwszy raz i jak tam nie huknie…

Inwestorzy zaczęli się zatem chwilowo bać amerykańskich obligacji, co miało w praktyce minimalne znaczenie, ponieważ do czasu podjęcia decyzji o nowym pułapie zadłużenia w USA nie było tam na sprzedaż nowych państwowych długów (obligacji). W tej sytuacji gorący globalny pieniądz nadwyżkowy znacznie szerszym niż uzasadnionym strumieniem popłynął na giełdy akcji i giełdy towarowe. To w wielkim stopniu tłumaczy „hossę” na giełdach akcji trwającą od 2009 roku, a także wielki wzrost cen surowców, w tym ropy, które traktowane są obecnie nie jako tylko jako czynnik produkcji, ale także jako forma lokaty kapitału. To także wyjaśnia przyczyny niesamowitego wzrostu kursu franka szwajcarskiego i pokaźne wzrosty wartości dolarów kanadyjskich i australijskich w relacji do głównych walut świata. Problemem był bowiem nie tylko brak możliwości inwestowania w dług amerykański, ale także nieufność do euro w świetle afery greckiej oraz chwiejnej sytuacji Włoch i Hiszpanii. Sięgnięto zatem do inwestycji w pewniejsze waluty. Kłopot polega na tym, że gospodarki Szwajcarii, Kanady i Australii są za małe i emitują zbyt mało pieniądza, by mierzyć się z globalnym zadłużeniem szukającym jak najszerszego ujścia.

Gdy zatem Obama podpisał już ustawę powstała możliwość bezpiecznego zaparkowania ok. 2 bilionów (2 000 miliardów) dolarów. Inwestorzy pozbawieni przez dłuższy czas możliwości zakupu wystarczającej liczby obligacji amerykańskiego Skarbu i zmuszeni w ten sposób do kupowania (także z braku laku) akcji, wycofali zatem nagle część kapitałów z giełd papierów wartościowych. Ponieważ zabrakło wskutek tego pieniędzy na wykup akcji oferowanych w tych dniach do sprzedaży, natychmiast mocno spadły indeksy na głównych giełdach świata. Jako że inwestorzy na warszawskiej giełdzie są za słabi by oprzeć się globalnym nastrojom, indeksy WIG również muszą dołować. I to było do okazania.

Nie ma niestety już miejsca na wywody wyjaśniające dlaczego to głównie w Ameryce pokładane są nadzieje na bezpieczny i pewny zarobek. Ale dla suspensu warto zwrócić uwagę na paradoks. Otóż jeśli Ameryka ma być ostoją i skałą, na której opiera się światowa gospodarka, to im rozsądniejsza będzie polityka gospodarcza USA, tym więcej turbulencji na światowych rynkach. Jeśli bowiem zmniejszany będzie deficyt budżetowy i powstrzymany zostanie wzrost długu publicznego, to tym mniejsza stanie się podaż amerykańskich papierów skarbowych i tym mniej przystani dla szalejącego globalnego długu.

źródło: http://alfaomega.webnode.com/

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *