Idziecie na wybory?

,,Przepraszam za dosadność, ale wielu Polaków ma dziwkarski stosunek do polityków i polityki – ci muszą spełniać ich fantazje i zachcianki. Jak się rozczarują, to zmieniają dziwkę. A najgorsze są te, które potrafią się wystroić do wyborów w dowolnie skrojony mundurek zachowań, haseł i frazesów. Gotowe do transakcji na każdych warunkach”*.- Jakież to bolesne acz prawdziwe stwierdzenie.

Powyższy cytat pochodzi z artykułu Jeszcze Polska nie zginęła pióra Kuby Wojewódzkiego. Więcej na http://www.wprost.pl/ar/264062/Jeszcze-Polska-nie-zginela Zachęcam do lektury.

Osobiście mam dosyć. Schemat przedwyborczych działań powtarza się, tworząc zamknięty cykl wojny prewencyjno-zaczepnej na poletku kampanii przedwyborczych. Z reguły zaczyna PiS ze swoimi ciągłymi oskarżeniami wobec konkurencji politycznej. Potem do akcji wkracza PO, lansując wizerunek obojętności wobec zaczepnych spotów reklamowych PiS, propagujący własne idee. Pojawiają się nowości, a jakże. Tuskobus to istna innowacja w marketingu politycznym, przynajmniej na obszarze III, IV, czy XL RP. Straciłam rachubę, który to etap dziejów?  Dalej mamy głos obywatelski, gwiazdy zachęcające do wyborów i gwiazdy deklarujące brak chęci ruszenia czterech liter z domu w dzień wyborów.

Z drugiej strony arena polityczna Polski w wydaniu miłościwie nam rządzących tworzy ciekawą alternatywę dla M jak miłość i Na wspólnej. Nie macie dosyć, ciągle te same twarze, lekko podrasowane zeszło- wyborcze hasła, odświeżone programy, zmiany nazw partii politycznych. Jedni się łącza inni dzielą, krąg adeptów rządowych pozostaje niezmieniony od kilu lat. Jednym słowem odechciewa się iść na wybory. Cóż może zmienić jeden głos? Narzekamy, więc dalej.

Osobiście odczuwam brak świeżej krwi wśród polityków, brak alternatyw, brak nowego podejścia, nowych rozwiązań.  Wszystko to skutecznie zniechęca do udziału w wyborach. Mimo to pójdę, postawie krzyżyk. Obojętność jest gorsza od niemej akceptacji. Hołdując zasadzie wyboru mniejszego zła, zaszczycę Okręgową Komisje Wyborczą moją obecnością. Nie ważne, jaka jest motywacja, patriotyzm, brak planów w najbliższą niedzielę, sympatia dla Wojewódzkiego, dyspozycja dla przyszłego narzekania- wszystko jest dopuszczalne. Ludu Drogi dzierżąc dzielnie długopis w ręku udajmy się na wybory. Może, jeśli pobijemy rekord frekwencji, przestraszymy polityków i zaczną traktować nas poważnie. Nasze przyszłe głosy zdobywać będą czynami nie pustymi sloganami przedwyborczymi. Świadomość, że każda decyzja przyszłego parlamentarzysty będzie weryfikowana przez 85 % a nie 53 % społeczeństwa może sprawi, że będą to decyzje rozważne i przemyślane.

*źródło: http://www.wprost.pl

2 comments

  1. Niestety nie mogę się zgodzić z tezą iż lepiej iść i zagłosować tylko dla frekwencji. Wybory powinny być świadoma decyzją osoby znającej realia polityczne i gospodarcze kraju.

    Niestety z powodu że głosują tłumy politycy robią za dziwki. Bo tłum głosuje tylko na populistów. Przecież górnik nie zagłosuje za partią która zechce mu odebrać przywileje, a rolnik na chcącego zlikwidować KRUS polityka. Ludzie nie paczą na nasz kraj całościowo, każdy martwi się tylko o własne interesy.

    To co aktualnie nazywane jest Demokracją w rzeczywistości ma więcej wspólnego z Ochlokracją. To w Ochlokracji wpływ na władzę mają wszyscy, bez względu na urodzenie lub przynależność obywatelską.

    Jak mawiał Karol Marks „Aby w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim demokrację.” a od socjalizmu do komunizmu mamy już niedaleką drogę. Wspomnijcie te słowa wybierając się w niedziele do lokalu wyborczego.

  2. Nie to było zamysłem autora aby iść na wybory dla frekwencji. Dzięki wysokiej frekwencji może pokażemy rządzącym, że kraj nie składa się jedynie z tłumu a jednostek świadomie podejmujących decyzje. Może zwiększyć to poczucie odpowiedzialności polityków za podejmowane decyzje. Frekwencja jest ważna z punktu widzenia, ujmę to dość lapidarnie, głosu całego narodu. Autor chciał aby wyniki wyborów nie były jedynie reprezentacyjną próba losową, żeby do urn poszły osoby zwłaszcza w wieku od 18 do 30 lat, a nie osoby, które robią to wyłącznie po niedzielnej mszy. Może to naiwne, jeśli jednak jeden głos może coś zmienić to pozostanę w obozie naiwniaków namawiających do pójścia na wybory. Jeśli chodź jedna osoba dzięki artykułowi pójdzie do urny, a nie robiła tego wcześniej i zagłosuje zgodnie z własnym przekonaniem, to uważam to za sukces.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *